07.09.2021
HISTORIE WAGI LEKKIEJ

Cement trzyma mocno

Mistrzostwa Polski w zapasach kobiet, które w miniony weekend zakończyły się w Rzeszowie potwierdziły absolutną dominację Cementu Gryfu Chełm. Klub z Lubelszczyzny okazał się absolutnym hegemonem. Tak wynika z punktacji.

Zapaśnicze zmagania charakteryzowały się jeszcze jednym… Gdyby używać  języka rodem z gastronomii opinia byłaby jednoznaczna: Specjalność zakładu? Absencja – odpowie ktoś złośliwy, jednak głoszący absolutną prawdę.

zapasniczki cement.jpg

- Faktycznie, nie za wiele dziewczyn przyjechało do Rzeszowa – ocenia Anna Urbanowicz. Zapaśniczka Cementu triumfowała w wadze 72 kilogramów. – Może zadecydował o tym fakt, że impreza odbyła się na początku września, a jak wiadomo gorący to okres. Zaczyna się rok szkolny, przybywa obowiązków. Trzeba pamiętać również o tym, że powoli zaczyna wykruszać się tak zwana stara gwardia. Nie przyjechała Iwona Matkowska, zabrakło Agnieszki Wieszczek- Kordus. Do Rzeszowa nie przybyły dziewczyny z kilku mniejszych klubów, przyjechały właściwie tylko te liczące się…

Wszystko co powiedziała Anna jest prawdą, jednak fakt, że w dziesięciu wagach rywalizowało niewiele ponad pięćdziesiąt pań nie napawa przesadnym optymizmem…

- Rzeszowskie mistrzostwa dla niektórych dziewczyn stanowiły jednak spore wyznanie bo przekaz był jasny. Na mistrzostwa świata, które za kilka tygodni odbędą się w Norwegii kwalifikować się miały mistrzynie kraju. Drugim kryterium było wysokie miejsce zajmowane w przeszłości w imprezach rangi najwyższej. To oznaczało, że dla mnie Norwegia stanowi temat nieaktualny i zamknięty. Tak się bowiem składa – i mocno na tym boleję – że moje wyniki uzyskiwane na krajowym podwórku nie były powielane w zawodach międzynarodowych. Nie zmienia to faktu, że z mistrzowskiego tytułu jestem niezwykle usatysfakcjonowana. Bo choć dziewczyn przyjechało mało, nie zmienia to faktu, że musiałam stoczyć cztery walki, bo każda musiała walczyć z każdą. Trzy pierwsze potyczki właściwie nie miały historii – trwały półtorej, może dwie minuty i zakończyły się zwycięstwami przez przewagę techniczną. Ogromny opór stawiła natomiast Patrycja Słomska ze Slavii Ruda Śląska. Choć wcześniej przegrywała z innymi dziewczynami, mnie utrudniła życie poważnie i zwyciężyłam ledwie 4:3. I tak zostałam mistrzynią. To cieszy, jeśli zważyć fakt, że od kilku miesięcy już na zgrupowania kadry nie jeżdżę. Jestem w takim momencie życia, że muszę się poważnie zastanowić nad życiem. W tej chwili fantastycznie realizuję się w pracy zawodowej.

Anna jest wychowawczynią w domu dziecka Lubi swoją pracę…
- Moi podopieczni wiedzą, że jestem sportowcem, że odnoszę sukcesy. To podnosi rangę mojej osoby w ich oczach. Wiedzą, że w wieku piętnastu lat wyjechałam z domu rodzinnego do Chełma, by realizować się sportowo. Wiedzą, że ciężka praca i wyrzeczenia dają dobre owoce…

Katarzynę Krawczyk złapaliśmy w domu w poniedziałkowy wieczór. Krzątała się energicznie bo przygotowywała przyjęcie dla przyjaciół, których zaprosiła na własne urodziny. – Wczoraj zostałam mistrzynią Polski, dziś zatem będę świętować w towarzystwie miłych mi ludzi – śmiała się zawodniczka. Doświadczona olimpijka z Rio, w przeszłości dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw Europy.

- Te dwa medale w moim przypadku stanowiły wiele – opowiada Katarzyna. – Ja zdobywałam te medale na przestrzeni siedmiu lat. W 2011 roku stanęłam na podium w Dortmundzie, później udało mi się to powielić w Kaspijsku. W Rzeszowie walczyłam dobrze, a główną rywalkę, Alicję Czyżowicz z Orła Namysłów pokonałam 7:0. Ala stanowiła poważne wyzwanie – co by nie mówić jest tegoroczną brązową medalistką młodzieżowych mistrzostw Europy i taki sukces muszę jednoznacznie szanować. Moja radość jest tym bardziej uzasadniona, bo rodziła się w bólach. Pod koniec czerwca, podczas pobytu w Estonii poleciał mi staw kolanowy. Kontuzja była przykra, doskwierała i na długi czas znalazłam się poza matą. Nic to – najważniejsze, że wybiorę się do tej Norwegii i obiecuję, że powalczę o wszystko co się da. Tak już mam, że zawsze pozostaję optymistką. Norwegia to piękny kraj, jednak w tej chwili wycieczka do kraju fiordów wyłącznie w charakterze turystki nie bardzo mnie interesuję. Ja tam jadę by się bić. Jeśli się nie uda, tylko fakt, że dałam z siebie wszystko będzie w stanie mnie satysfakcjonować. A teraz przepraszam bardzo, ale organizuję przyjęcie. Przecież dopiero co miałam urodziny. Za życzenia pomyślności bardzo dziękuję.

Annie i Katarzynie życzymy samych pomyślności. W życiu sportowym i prywatnym. Zasługują na to!

Historię opowiedział Grzegorz Pazdyk
Foto: archuwum MKS CEMENT GRYF Chełm

Chcesz byćna bieżąco?

dodaj

* Osobie, która przekazała dane Administratorowi Danych, przysługuje prawo do nakazania “zapomnienia danych”. W każdej chwili może ona zdecydować o wypisaniu się z newslettera poprzez kliknięcie w link przesylany wraz z newsletterem i usunięciu swojego adresu e-mail z bazy danych